600 obserwatorów

Małą tradycją stało się, że gdy stuknie mi jakaś okrągła liczba obserwatorów na Tumblerze, honoruję to okolicznościowym wpisem.

Teraz jest was już ponad 600 dusz (dokładnie 611) - w realnym świecie taka liczba czytelników coś by już znaczyła, w świecie internetowym jest to małe piwo. Dla porównania: nasz europoseł pięściarz ma na fejsbuku przeszło 400 tys. fanów.

Należy zatem wam, sześciuset jedenastu czytelnikom czegoś życzyć… Życzę zatem dobrych, uważnych lektur… Bo, jak chyba Flaubert powiedział, człowiekowi wystarczy przeczytać w życiu uważnie i ze zrozumieniem dziesięć dobrych książek.

Jeśli żądni jesteście rekomendacji książkowych - polecam Biblię. To bardzo dobra, mądra księga - właściwie wystarczyłoby nam zrozumieć z niej dobrze jedną dziesiątą i moglibyśmy spokojnie umrzeć.

Zaglądajcie tutaj - co jakiś czas rzucam garść mniej lub bardziej sensownych myśli. Howgh!

pstryku:

Smoleńsk 2014/07

pstryku:

Smoleńsk 2014/07

(via galeriakrakow)

Miłosz dla polityków

Już wiemy, że niestety nie będzie w tym roku sezonu ogórkowego. Media atakują nas kolejnymi nagraniami, które - jak niedawno pisałem - średnio mnie interesują. Interesuje mnie za to polityk jako postać literacka. Dlatego z wielkim zaciekawieniem przeczytałem w sobotnio-niedzielnej “Wyborczej” felieton Agaty Bielik-Robson pt. “Murzyńskość albo jądro ciemności”. Nigdy bym się nie spodziewał, że całkowicie zgodzę się z tekstem tej pani, której tezy o okupacyjnej roli Kościoła katolickiego w Polsce dochodzą czasem do granic absurdu. 

A jednak bardzo podoba mi się analogia wizerunku Radosława Sikorskiego, który wyłania się z taśm, do kolonizatorskich ambicji Kurtza z “Jądra ciemności” Conrada. Jest to porównanie nie tylko efektowne, ale i zadziwiająco trafne. To dobry pomysł, żeby próbować wytłumaczyć mechanizmy polityczne przy użyciu literatury. Dlatego w tym krótkim niedzielnym wpisie chciałbym specjalnie dla polskich polityków przywołać ku przestrodze nieco zapomniany wiersz Czesława Miłosza z 1953 pt. “Do polityka”. Zyskuje on ostatnio sporo na aktualności.

Kto ty jesteś, człowieku - zbrodniarz, czy bohater? 
Ty, którego do czynu wychowała noc. 
Oto starca i dziecka w ręku dzierżysz los 
I twarz twoja zakryta 
Jak golem nad światem .

Czy obrócisz w popioły miasto czy ojczyznę? 
Stój! Zadrżyj w sercu swoim! Nie umywaj rąk! 
Nie oddawaj wyroku niespełnionym dziejom !
Twoja jest waga i twój jest miecz. 
Ty ponad ludzką troską, gniewem i nadzieją
Ocalasz albo gubisz
Pospolitą rzecz.

Ty jesteś dobry i w gronie rodziny
Pieściłeś nieraz blask dziecinnych głów.
Ale jeżeli przeklnie ciebie – milion rodzin?
Biada! Co pozostanie z twoich dobrych dni?
Co pozostanie z twoich krzepkich mów?
Ciemność nadchodzi.

Gwarne miasta i pola, kopalnie, okręty,
Na twojej dłoni ludzkiej, jakze ludzkiej.
Patrz. Twoja linia życia tędy będzie szła.
Trzykroć błogosławiony
Po trzykroć przeklęty
Władco dobra
Albo władco zła

Literatura jest niebezpieczna, czyli czas się trochę powymądrzać

Czasami przychodzą mi do głowy mądre myśli. Rzadko, bo rzadko, ale jednak. Nigdy jednak nie mam pewności czy nie jest to jakieś pseudointelektualne mędrkowanie. Na wszelki wypadek, gdyby było w tych myślach coś wartościowego, wolę je jednak zanotować.

Uwaga, oto myśl owa głęboka:

Literatura może być bardzo szkodliwa dla zdrowia psychicznego. Być może trzeba by było nawet pomyśleć o stosownych ostrzeżeniach, takich jak na papierosach: “Literatura szkodzi zdrowiu psychicznemu. Minister zdrowia odradza.”.

"Dlaczego?" - spyta niesiona ciekawością niezbyt liczna trzódka moich czytelników. Ano dlatego, że całe nasze życie psychiczne jest literaturą. Jest opowiadaniem sobie własnych poczynań. A Jakże wielki może być rozziew pomiędzy tym, jak postrzegamy swoje życie, a tym jakie ono rzeczywiście jest! Dla higieny intelektualnej należy zatem nie wierzyć słowu, które pojawia się w głowie, nieustannie poddawać je krytycznej analizie.

A przecież do jakiegokolwiek przeżycia literatury potrzeba czegoś dokładnie odwrotnego - potrzeba wiary w słowo. Czytelnik musi uwierzyć w to, co napisane. Książki uczą bezgranicznego przekonania, że słowo jest prawdziwe. W tym zawiera się zresztą jego niebywała siła, jego moc sprawcza.

W życiu, chyba wszyscy się z tym zgodzimy, chodzi o poszukiwanie prawdy. Prawdy, którą słowo niekoniecznie musi nieść.

Potrzeba ogromnej siły wewnętrznej i wielkiego doświadczenia, żeby umieć polemizować z literaturą. Tą wielką (np. nie zgodzić się z Dostojewskim czy Mannem) i tą małą, która roi się w naszej główce (przekonać się, że tak naprawdę nie jesteśmy tacy przystojni i inteligentni).

Nie sądzę, żeby mój wywód był jasny i spójny. Nie, nie idę na filozofię. Tak sobie po prostu pomyślałem i zapisałem, kto bogatemu zabroni!

Co mnie martwi

Obecnie niewiele. Udało mi się dobrze napisać maturę (większość wyników powyżej 90 proc.), mam pracę wakacyjną, może jeszcze jakiś ciekawy wyjazd uda się uskutecznić…

Chodzi mi raczej o te zmartwienia, które starają się nam z uporem godnym lepszej sprawy narzucić media. Jeśli ktoś ogląda TVN24, potencjalnych powodów do zmartwień z kraju i ze świata ma co nie miara. A wszystko to podane w atrakcyjnej, lekkostrawnej formie. Zmartwienia 24 godziny na dobę - a to samochód-pułapka, a to pijani drogowcy, a to zaginione dziecko. Ciągle coś się dzieje.

Ostatnio wyłapałem z tego szumu dwa główne powody do zmartwień. Pierwszy to afera podsłuchowa. Staram się jak mogę, czytam poważne publicystyczne analizy i jakoś nie potrafię się tą aferą przejąć. Być może padłem ofiarą wszechogarniającej znieczulicy, ale nie mogę tych nagrań jakoś odnieść do siebie. To że politycy bluzgają, to że jakieś brudne układy pod stołem zastawionym ośmiorniczkami zawierają - naprawdę tak to nas wszystkich zaskoczyło?

Jest jednak drugi powód do zmartwienia, który wydaje mi się o wiele poważniejszy. Grupa nieznanych dotąd sprawców zniszczyła piękny zabytkowy drewniany meczet w Kruszynianach. Meczet, dodajmy, tatarski, którego zbudowanie zostało umożliwione dzięki decyzji Jana III Sobieskiego o nadaniu Tatarom wsi Kruszyniany w podzięce za pomoc w wojnie z Turkami. Świątynię ozdobiono rysunkiem świni i symbolem Polski Walczącej.

Zapłakać można nie tylko nad chamskim wandalizmem, ale przede wszystkim nad historyczną ignorancją niepozwalającą zakutym łbom zrozumieć, że mniejszość tatarska jest częścią kultury polskiej.

I tym jestem w stanie przejąć się bardziej, niż biedniejszą polską wersją “House of Cards”, która wynikła z taśm podsłuchowych.

Katolicy mają swoje słowa-stygmaty: homoseksualizm, gender, edukacja seksualna, masoni and so on.

Ale należy zauważyć, że lewica laicka też ma takie słowa: patriarchat, neoliberalizm, biskup, homofobia itd.

Roth w dobrym czasie

Siedzę w pociągu relacji Warszawa-Kraków, w którym przed chwilą skończyłem lekturę książki amerykańskiego prozaika Philipa Rotha pt. “Wzburzenie”.

To była dobra lektura, bo poczyniona w odpowiednim czasie. W czytaniu książek ważne jest zgranie się tematyki z okresem w życiu oraz miejscem lektury. Najważniejsze przeczytane do tej pory wiersze wryły mi się w pamięć głównie dzięki okolicznościom, w jakich je poznawałem.

Wkraczam w istotny okres życia. W piątek odbiorę ze swojego liceum papiery z wynikami matury i okaże się, czy dostanę się na studia. Przede mną ważne wybory. Czy był zatem lepszy czas, żeby przeczytać świetnie prowadzoną opowieść Rotha, traktującą o dziewiętnastoletnim synu koszernego rzeźnika z Newark, który dostaje się na studia w okresie wojny koreańskiej w latach pięćdziesiątych? Chyba nie. Tym bardziej, że jego przeżycia, doznania, a przede wszystkim zadawane samemu sobie pytanie “kim będę?” są mi bliskie.

Czasy są oczywiście inne. Bohater Rotha żyje w ustawicznym strachu przed poborem do wojska, który czeka go, jeśli nie utrzyma się na studiach. Docierają do niego straszliwe wieści o krwiożerczych masach północnokoreańskich i chińskich żołnierzy, zabijających tysiące młodych amerykańskich mężczyzn.

Zewsząd słyszę, że Polska jest w najlepszej sytuacji historycznej od trzystu lat, że jesteśmy chronieni przez obecność w NATO i Unii, prezydent Obama w świetnym pod względem oratorskim przemówieniu na Placu Zamkowym zapewnia, że “Polska już nigdy nie zostanie sama”, a jednak mam pewne obawy przed tym, jaka przyszłość czeka moje pokolenie.

Kiedy moja prababcia wkraczała w dorosłość, wybuchła II wojna światowa, niwecząc wszelkie tlące się w umyśle osiemnastoletniej osoby plany na przyszłość. Moi dziadkowie byli na studiach, kiedy bunt studentów w marcu ‘68 stał się pierwszym impulsem do obalenia komunizmu. Moi rodzice byli w moim wieku, kiedy komuna upadła w 1989 r. Ich wchodzeniu w życie dorosłe towarzyszyły doniosłe historyczne wydarzenia.

Myślę o tym wszytkim czytając Rotha, który dostrzega, jak wielka historia bezlitośnie potrafi wpływać na namiętności, lęki i marzenia tkwiące w dziewiętnastolatku.

Mój pociąg wtacza się ospale na brzydki peron dworca Warszawa Zachodnia. Nadchodzą ciekawe czasy…

Mundialeiro

Dziś zaczynają się mistrzostwa świata w piłce nożnej - miesiąc wyjęty z życiorysu dla dużej części populacji globu (przeważnie męskiej, choć nie tylko).

Wojciech Kuczok, niegdyś ceniony pisarz, obecnie ceniony partner Agaty Passent, ogłasza w “Wyborczej” obszerną apologię mundialu, wynosząc go nieomal do rangi wydarzenia religijnego.

Ładne to jest i przyjemnie się czyta, bo choć futbolowym stalinistą - tak swój stosunek do piłki nożnej określił był swego czasu inny prozaik, Jerzy Pilch - nie jestem, to mundial zawsze oglądam z ciekawością i zacięciem.

Oczywiście najlepsze czasy dla zainteresowania futbolem, czyli lata szkoły podstawowej, już bezpowrotnie minęły. Wtedy każdy chłopak był futbolowym stalinistą, żadnego meczu nie opuszczaliśmy, w razie potrzeby zrywając się z lekcji.

A ulubiony mundial? No cóż, mam dopiero dwadzieścia wiosen na karku, więc wielkiego wyboru nie ma. Ale najintensywniej zapamiętałem mistrzostwa w Niemczech w 2006 roku. Polacy szybko odpadli, więc można było oglądać w spokoju. Ale cóż to były za piękne spotkania… Od meczu otwarcia Niemcy-Kostaryka z pięknymi bramkami Fringsa i Lahma i pięknym wynikiem 4:2, aż po finał Włochy-Francja ze świetną dramaturgią i pamiętną “dyńką” Zidane’a.

Jak będzie w Brazylii? Oby - tak jak chce Kuczok - jak najdłużej, z dogrywkami w fazie pucharowej i serią rzutów karnych w finale. Niech ten piękny czas trwa. Bo futbol, wbrew sarkaniom niewtajemniczonych w piękno tej gry niewiast, nie jest bezproduktywną rozrywką. Albert Camus powiedział, że wszystko, co wie o moralności, zawdzięcza piłce nożnej. Z autorytetem klasyka trudno będzie mi się kłócić, szczególnie jeśli mecze na tym mundialu będą obfite w piękne akcje zakończone strzałami pod poprzeczkę.

Cat's In The Cradle

Świetna piosenka. Wbrew albo zgodnie ze swoją wolą faceci z wiekiem upodabniają się do swoich ojców.

Słów kilka o liceum, które skończyłem

Tekst, który napisałem do pamiątkowego albumu mojej klasy

Woody Allen opowiada w jednym ze swoich filmów dowcip, który według niego najlepiej ukazuje tragedię egzystencji - dwie stare kobiety rozmawiają w górskim pensjonacie, jedna mówi: “jedzenie w tym miejscu jest takie niedobre!”, a druga odpowiada na to: “tak, i w dodatku takie małe porcje!”. Tak też jest z Rejem.

Na początku wszyscy narzekaliśmy, wszyscy byliśmy dogłębnie rozgoryczeni swoim losem. Ja narzekałem być może już od lipcowego przedpołudnia 2010 roku, kiedy nad Warszawą unosiły się masy upalnego powietrza, a pan dyrektor Jerzy Dzik przyjmował mnie do tej szkoły.

Ileż było jednak od tamtej chwili pięknych momentów - dyskretne lekcje łaciny u pani Wojciechowskiej, małe 45-minutowe spektakle na historii u pana Motyki, cudowne poczucie humoru pań Domalskiej i Karwowskiej, pełne troski karcenie nas przez panią Sałkiewicz, wysoko zawieszone przedwojenne stropy, żmudne wchodzenie po schodach do sali chemicznej, rozmowy na przerwach, zrywanie się z lekcji i długie godziny w rozmaitych fast-foodach - wszystko to będę zawsze bardzo ciepło wspominał.

I - wybaczcie banał - chciałoby się, żeby to wszystko się nie kończyło, żebyśmy znowu weszli na przerwie do sali 37, puścili muzykę i ustawili piramidę z krzeseł na cześć naszej wychowawczyni, żebyśmy znów wzięli udział w Copa del Rej i zgarnęli wreszcie należne nam trofeum, żebyśmy raz jeszcze przebrali się za tygrysy, żeby karnawał naszej młodości trwał wiecznie.

Na początku narzekaliśmy, że jedzenie jest niedobre. Teraz chcielibyśmy, żeby porcje były większe.